[ Pobierz całość w formacie PDF ]

ce zabiło jej tak mocno, jak biło zawsze na jego widok
przez te długie lata. Tylko że tym razem Carrie wiedzia-
ła, dlaczego tak bije. Ryan został jej kochankiem.
Wprowadził ją w świat niezwykłych doznań i uczuć.
Chyba słyszał jej kroki, bo odstawił filiżankę z ka-
wą na kuchenny blat, wyprostował ramiona i odwrócił
się, by na nią popatrzeć. Carrie uśmiechała się do niego
z radosnym oczekiwaniem, ale i niepewnością. Co też
ujrzy na jego twarzy po tej pierwszej nocy? Niepew-
ność ta jeszcze wzrosła, kiedy z przystojnej twarzy Ry-
ana nie mogła wyczytać żadnych uczuć.
Skonsternowana i onieśmielona, poprawiła sobie
włosy.
I wtedy przekonała się, jak bardzo jej obawy oka-
zały się uzasadnione.
- Musimy się pobrać - odezwał się Ry.
Patrzała z niedowierzaniem na jego usta, które mi-
nionej nocy były tak bardzo zmysłowe, miękkie i na-
tarczywe. Teraz, mimo że wyglądały na nieprzyjaźnie
zacięte, Carrie wciąż jeszcze czekała, aż powie jej:
Dzień dobry, kochanie. To była fantastyczna noc. Jak
dobrze, że się już obudziłaś. Chcę się znowu z tobą ko-
chać.
Ale w jego oczach, w jego postawie i mimice nie
105
było ani cienia miłości. Było jedynie mocne postano-
wienie.
- Słucham? Co ty powiedziałeś? - zapytała, prze-
konana, że chyba źle go usłyszała.
Ry przełknął głośno ślinę, po czym, unikając jej
wzroku, wlepił oczy w jakiś punkt za jej plecami.
- Musimy się pobrać - powtórzył z ponurą deter-
minacją.
Carrie potrząsnęła z niedowierzaniem głową.
- O czym ty mówisz?
I dlaczego on nie odzywa się do mnie takimi sło-
wami, pomyślała: Kocham cię. Chcę się z tobą ożenić.
Byłem ostatnim idiotą, broniąc się przed tą miłością.
Wybacz mi, proszę.
Ale on niczego takiego nie powiedział. Prawdę po-
wiedziawszy, w ogóle już się nie odzywał. Im dłużej
stał tak, z kamienną twarzą, tym bardziej Carrie była
przekonana, że nawet przez" myśl mu nie przeszły po-
dobne słowa.
Carrie poczuła, jak wszystko, co ostatnio stało się
w niej takie ufne i miękkie, zaczyna sztywnieć i tward-
nieć. Jak pęka niczym przekłuty balonik jej serce na-
brzmiałe miłością. Jak gaśnie optymizm, który kazał jej
wierzyć, że teraz będą już zawsze razem, kochający się
i szczęśliwi.
- Musimy się pobrać? Musimy? - powtórzyła, nie
wierząc wciąż własnym uszom. Ale w następnym mo-
mencie łuski opadły jej z oczu.
106
Sądziła, że Ry kochał się z nią dlatego, że był w
niej zakochany, Ale smutna prawda była inna: to ona
praktycznie go do tego zmusiła. Tak się wypłakiwała na
jego ramieniu, że nie miał innego wyjścia, jak tylko ją
pocieszyć najlepiej, jak tylko potrafił. Carrie świetnie
wiedziała, że Ry nie może spokojnie patrzeć, gdy ktoś
jest nieszczęśliwy.
Więc zachował się, tak jak zachowałby się każdy
mężczyzna na jego miejscu. Wziął ją w ramiona i ko-
chał się z nią do upadłego.
A teraz tego żałował. Teraz udawał męczennika.
Powiedział, że teraz muszą się pobrać. Nie dlatego, że-
by ją kochał. Dlatego, że pozbawił ją dziewictwa.
Carrie wciąż nie potrafiła w to uwierzyć. Jak mogła
okazać się taką idiotką i zachować się w ten sposób
wobec niego! I w tym momencie powzięła mocne po-
stanowienie, że już nigdy nie pozwoli się w ten sposób
upokorzyć. Już ani Ry, ani żaden inny mężczyzna nie
przyprawi jej o łzy. Dosyć się ostatnio napłakała, wy-
starczy za wszystkie czasy.
- Niczego nie musimy robić - poinformowała go
stanowczo i, odwracając się na pięcie, wypadła jak bu-
rza z kuchni. Musiała jak najszybciej opuścić ten dom.
Pospiesznie się ubierała, kiedy Ryan wszedł do po-
koju.
- Carrie, posłuchaj mnie.
- Och, już dość się ciebie nasłuchałam - oświad-
czyła, wciągając kozaczki. - Zapewniam cię, że nie
107 [ Pobierz całość w formacie PDF ]
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • szkicerysunki.xlx.pl
  •