[ Pobierz całość w formacie PDF ]

innymi językami bałkańskimi i nie miała większych trudności
z porozumiewaniem się.
Szli korytarzem do sali tronowej.
- Jestem pewien, że ojciec będzie wieczorem czuł się na
tyle dobrze, by należycie panią powitać, Wasza Książęca
Mość - powiedział zażenowany książę Karl. - Planujemy na
dziś przyjęcie w gronie rodzinnym i mam nadzieję, że będzie
się pani dobrze wśród nas czuła.
Zorina nic nie odparła. Wydawało jej się to bardzo
dziwne, że jej przyszły mąż nie zszedł, aby ją powitać, ale z
drugiej strony ucieszyła się, że nie musi go jeszcze poznawać.
Wolała rozejrzeć się po pałacu i ogrodzie, a było co oglądać.
Pałac okazał się bardzo imponującą budowlą o niespotykanie
wspaniałym wystroju wnętrz. Na ścianach wisiało mnóstwo
obrazów, którym Zorina chciała się uważniej przyjrzeć.
Meble, jak się dziewczynie wydawało, w większości były
dziełem tutejszych rzemieślników. Wszystkie niezwykle
piękne i doskonale wykonane. Kiedy znalezli się w sali
tronowej, Zorina pomyślała, że dokładnie tak wyobrażała ją
sobie. Pod purpurowym baldachimem wykonanym z
aksamitu, z wyhaftowanym godłem królewskim, stał złoty
tron. Wyłożone lustrami ściany przypominały wystrój
Wersalu. Pod nimi stały złocone świeczniki. Zorina doszła do
wniosku, że sala musi wyglądać wspaniale, kiedy oświetlają ją
świece. Na suficie widniały podobizny rozlicznych greckich
bogów w scenach z mitologii. W pomieszczeniu zebrało się
sporo osób, w większości dygnitarze ubrani niezwykle
odświętnie i ich żony. Damy jaśniały brylantami, powiewały
piórami wpiętymi we włosy, lśniły jedwabnymi sukniami z
wielkimi turniurami. Wszystko to sprawiało, że przypominały
wielkie, kolorowe ptaki. Mężczyzni nie byli gorsi. Przypięli
do mundurów wszystkie odznaczenia i wydawali się jeszcze
bardziej kolorowi i połyskujący niż ich żony.
Kiedy Zorina i książę Karl pojawili się w drzwiach sali
tronowej, zaległa zupełna cisza. Oboje odczekali chwilę, a
potem zaczęli iść po czerwonym dywanie, prowadzącym
wprost na stopnie podwyższenia, na którym stał tron. Nagle
wszyscy zaczęli spontanicznie klaskać w dłonie. Zorina
zupełnie się tego nie spodziewała. Uśmiechnęła się
nieznacznie i zaczerwieniła. Weszła wraz z księciem Karlem
na podest, a wszyscy pochylili się do przodu, jakby chcieli
lepiej jej się przyjrzeć. Przyszła królowa wzbudzała wielką
ciekawość.
Następca tronu wygłosił kolejne sztywne, pozbawione
polotu przemówienie powitalne i znów przeprosił za
nieobecność ojca, podając kolejny wykręt. Potem zaczęła się
prezentacja gości. Lord szambelan przedstawiał głośno
kolejno podchodzące osoby, które wchodziły po schodkach,
kłaniały się uniżenie księciu Karlowi i księżniczce Zorinie, a
potem odchodziły, przechodząc na drugą stronę.
Pierwszy wszedł premier, potem ministrowie z jego
gabinetu, a za nimi ambasadorowie krajów, oddelegowani
przez swoje rządy do Leocji. Zorina pomyślała, że na
wszystkich zrobi duże wrażenie, jeśli będzie się do nich
zwracała w ich ojczystym języku. Oczywiście miała zupełną
rację. Każdy ze schodzących z podestu gości szeptał coś po
cichu, pełen podziwu dla umiejętności narzeczonej króla.
Przedstawianie wszystkich zebranych zajęło mnóstwo
czasu. Pózniej, bez przypominania czy choćby sugerowania
przez następcę tronu, Zorina sama wpadła na pomysł, żeby
zejść ze schodów i wtopić się w tłum gości, którzy na pewno
pragnęli zamienić z nią choćby słowo. Zorina z każdym
uprzejmie rozmawiała. Wydawało jej się, że uroczystość
nigdy się nie skończy, w końcu jednak zaprowadzono ją i jej
matkę do pokojów gościnnych, żeby mogły odświeżyć się
przed obiadem,
- Prezentowałaś się cudownie, moja droga - rzekła
księżna. - Byłam z ciebie bardzo dumna. - Roześmiała się. -
Zadziwiłaś wszystkich ambasadorów. Każdy z nich
podchodził do mnie, żeby mi przekazać, jak jest zaskoczony i
dumny, że porozumiewasz się w jego ojczystym języku!
Wszyscy zgodnie twierdzą, że jesteś dokładnie taką królową,
jakiej potrzebuje teraz Leocja!
- Dowiedziałaś się może, co się dzieje z królem? -
zapytała Zorina, ponieważ ta myśl nie dawała jej spokoju.
Zauważyła, że wyraz twarzy matki zmienił się
natychmiast.
- Muszę iść do swego pokoju i umyć się przed obiadem -
powiedziała szybko. - Jestem już bardzo głodna, a i ty na
pewno też - rzuciła wymijająco i wyszła z pokoju Zoriny.
Po chwili do środka weszła pokojowa. Skłoniła się.
- Przysłano mnie, żebym służyła Waszej Wysokości.
Mam nadzieję, że będzie pani zadowolona.
Młoda kobieta mogła mieć najwyżej dwadzieścia pięć lat.
Mówiła wolno, więc Zorina doskonale ją rozumiała.
- Na pewno będę - odparła w ojczystym języku
dziewczyny, która krzyknęła uszczęśliwiona.
- Wasza Książęca Wysokość mówi po naszemu! To [ Pobierz całość w formacie PDF ]
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • szkicerysunki.xlx.pl
  •